- Mood:
Lazy - Listening to: Kind woman
- Reading: Orbitowski L. "Trace cieplo"
- Watching: Lolita, fragmenty
- Drinking: water
Papierowa maszyna doigra się w końcu, pewien mężczyzna przyszedł w niedzielę-jak zawszę na mszę, jak zawszę. Papierowa maszyna stała przed krzyżem i czaiła się jak mysz, pewien mężczyzna, który zjawia się w niedzielę nastą-pił na papierową maszynę. Siadał w siódmym rzędzie, na głowie miał koka bujnych loczków, czarnych jak księżyc.
Darmowy gospel towarzyszył mu na twarzy, ś-piewał jak oszalały, nucił piękne melodię, cały kościół drżał w jego bębenkach. Pamiętam jak go ujrzałam... pierwszy raz, nie spojrzał na mnie tamtej niedzieli, dziś patrzy jak dziwak spod żulowskiego sklepu tarmosząc drobne w kieszeni. Zastanawiało mnie czy stuka na jabola. I pamiętam jak zaprosił mnie na spacer, był ciepły typowo wiosenny wieczór, słońce dawno znikło z pola widzenia tutejszej ludności. Stałam jak wryta w drzewo, on mówił o błahych istotach XX wieku, które spotkał w drodze do sklepu i na przejściu inwalidzkim.
Słuchałam zirytowana, nie ważyłam się wtrącać, wiedziałam, że mam tylko słuchać, potakiwać i mruczeć jak oszalała.
Zapytał mnie czy powinien mnie zostawić. Pokręciłam przecząco głową, nie miałam ochoty na powrót do gniazdka, w jakim siedziało stado zmodyfikowanych ptaków skomlących o żarcie. Zrozumiał i pociągnął mnie w głąb alei oszustów i kłamców. Ciągnął mnie niebywale. Postanowiłam, że będę bezwładną kukłą wiszącą we wszechświecie. Zamknął moje powieki i kazał wyobrazić sobie świat odwrócony do góry nogami, wyobraziłam. Kazał wzlecieć jak Ikar, fantazjowałam popijając kefir o smaku niedbałości i ziarnka skromności.
[...]
później odprowadził mnie do alei złudności, szłam sama nie oglądając się w przeszłość, nadal huczała mi w głowie, tłumiły krople jezior i rzek, dorzeczy Eufranu i Indusu..
24 października 1989 roku niedziela była obolała jak kaftan żelaza, nie spotkałam go w kościele, ani w alejach, ani w wyobraźni, pamiętam, że ojciec myślał o mnie jak o szurniętej
- czyż ty oszalała Józefie, powtarzał.
Gdzie są twoje aleje, kościoły?- pytał.
Po kilkunastu latach uświadomiłam sobie, że jestem mężczyzną, z kości, jaj i członków.
Mój mózg wibrował w dziewczęcej półkoli.
Gronostaje, bruzdy na twarzy stawały się takie delikatne, stopa Achillesa i łódka starego człowieka stawały się zrozumiałe, wspólne, banalne.
wciąż myślałam, że nazywam się kobieco.
Znikła moja blizna, kobieca blizna.
Previous Page12345...Next Page